Ta tragedia wstrząsnęła całą Polską
Do dramatycznych wydarzeń doszło w październiku ubiegłego roku w pobliżu MOP Racula przy trasie S3 w Zielonej Górze. Pan Marcin, 46-letni mieszkaniec Puław i zawodowy kierowca, zatrzymał się tam na obowiązkową przerwę w pracy. Chcąc odpocząć przed dalszą podróżą, wybrał się na grzyby do pobliskiego lasu. Nie spodziewał się, że ten krótki spacer, mający być chwilą wytchnienia od zawodowych obowiązków, zakończy się dla niego tragicznie.
Mężczyznę zaatakowały trzy psy w typie owczarka belgijskiego. Pan Marcin, resztkami sił, zdołał zadzwonić pod numer alarmowy 112 i wezwać pomoc. Odnaleźli go policjanci, w stanie krytycznym został przewieziony do szpitala w Zielonej Górze. Lekarze byli wstrząśnięci rozległością obrażeń – jak wynikało z relacji, nie mieli wcześniej do czynienia z pacjentem tak ciężko poranionym w wyniku ataku psów. Mężczyzna miał 53 rany. Pomimo wysiłków medyków zmarł.
O tragedii informowały zarówno lokalne, jak i ogólnopolskie media. Wkrótce ustalono, że psy wydostały się z terenu pobliskiej strzelnicy. Okazało się również, że mieszkańcy okolicy już wcześniej zgłaszali odpowiednim instytucjom, że zwierzęta stanowią zagrożenie. Z dostępnych informacji wynikało, że miały już wcześniej atakować ludzi.
Prokuratorskie śledztwo
Sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze. Właściciel psów został tymczasowo aresztowany, a w trakcie kilkumiesięcznego śledztwa areszt przedłużano kilkukrotnie. We wrześniu sąd przedłużył mu areszt do 9 stycznia. Mężczyzna usłyszał zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu, którego następstwem była śmierć pokrzywdzonego. Psy skierowano natomiast na obserwację behawioralną.
– Zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, że oskarżony miał świadomość wcześniejszych agresywnych zachowań należących do niego psów oraz zagrożenia, jakie mogły stwarzać dla osób postronnych. Jednocześnie teren, na którym przebywały zwierzęta, nie był właściwie zabezpieczony przed ich wydostaniem się poza ogrodzenie. W toku postępowania ustalono również, że przez dłuższy czas psy były utrzymywane w niewłaściwych warunkach bytowych, bez zapewnienia im odpowiedniej opieki, właściwego żywienia oraz zaspokojenia podstawowych potrzeb wynikających z ich gatunku i kondycji – poinformowała prokuratura w komunikacie podsumowującym śledztwo.
Prokurator nie dał wiary wyjaśnieniom właściciela psów
Jak podkreślają śledczy, obszerny materiał dowodowy, uzupełniony licznymi ekspertyzami i opiniami biegłych, pozwolił szczegółowo odtworzyć przebieg zdarzenia oraz sformułować końcowe wnioski postępowania.
– Szczególne znaczenie miały ekspertyzy dotyczące zachowania zwierząt, zasad ich szkolenia, warunków utrzymania i dobrostanu, a także wpływu sposobu opieki nad psami na ich funkcjonowanie i poziom agresji – zaznacza prokuratura.
Właściciel zwierząt nie przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia. Przedstawiona przez niego wersja wydarzeń nie przekonała jednak śledczych.
– Nie znalazły one potwierdzenia w zgromadzonym materiale dowodowym. Także czynności przeprowadzone na wniosek obrony nie doprowadziły do podważenia ustaleń śledztwa – wyjaśnia prokuratura.
Proces odroczony
Oskarżony nadal przebywa w areszcie. Za zarzucany mu czyn grozi kara od 5 lat pozbawienia wolności do dożywotniego pozbawienia wolności. Proces miał rozpocząć się pod koniec września, jednak obrona zawnioskowała o jego odroczenie z uwagi na fakt, że oskarżony nie mógł zapoznać się z materiałem dowodowym. Jak donosi TVN24, płyty CD z materiałami nie udało się odtworzyć na sprzęcie dostępnym w areszcie. W tej sytuacji sąd przychylił się do wniosku obrońców Piotra M. i odroczył rozprawę do poniedziałku 26 października.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.