To zdarzenie wstrząsnęło całą okolicą. Nawet dla służb, które w niedzielę 8 marca po południu przyjechały na interwencję do Zarzeki w gminie Wąwolnica, był to przykry widok. Matkę leżącą na jego podwórku znalazł syn. Kobieta mieszkała na sąsiedniej posesji, ale często przychodziła do bliskich. Tak też musiało być tego dnia. To on zawiadomił policję i pogotowie. Niestety przybyły na miejsce lekarz stwierdził zgon. Na miejscu zostały również przeprowadzone oględziny pod nadzorem prokuratora.
- Prowadzimy postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci kobiety. Ustaliliśmy, że 8 marca 89-latka przebywała na posesji należącej do jej syna. W tym czasie nie było syna, synowej, ani wnuków pokrzywdzonej. Na posesji znajdowały się także dwa psy - jeden biegał po podwórku luzem, drugi uwiązany na łańcuchu. Ok. 17:30, gdy syn wrócił do domu na podwórku ujawnił leżącą matkę, nie dającą oznak życia. Miała liczne rany - opowiada Katarzyna Abramowicz-Piłat, zastępca Prokuratora Rejonowego w Puławach.
Kluczowe wyniki sekcji zwłok
Decyzją prokuratora ciało kobiety zostało skierowane na sekcję do Zakładu Medycyny Sądowej w Lublinie. Ta odbyła się 10 marca.
- Oczekujemy na jej wyniki. One będą kluczowe. Dadzą nam odpowiedź na pytanie, czy obrażenia, których doznała kobieta były następstwem zasłabnięcia, zawału itp., czy najpierw doszło do ataku psa i w wyniku tego pojawiły się obrażenia, a ich następstwem była śmierć kobiety - tłumaczy prok. Abramowicz-Piłat.
Obecnie przebywają w schronisku w Kielcach, z którym umowę ma podpisaną gmina.
- Zostaną przeprowadzone również badania behawioralne tych zwierząt - dodaje zastępca Prokuratora Rejonowego w Puławach.
Śmiertelne pogryzienie mieszkańca Puław
To nie pierwsze zdarzenie z udziałem psów, które poturbowały człowieka, o którym pisaliśmy na naszych łamach. W październiku nagłaśnialiśmy sprawę śmiertelnego pogryzienia mieszkańca Puław, którą żyła cała Polska.
Tragedia rozegrała się w niedzielę, 12 października w okolicach Zielonej Góry (woj. lubuskie). 46-letni puławianin był pracownikiem firmy transportowej. Dzień wcześniej zatrzymał się na MOP Racula przy trasie S3. Następnego dnia, zgodnie z prawem regulującym czas pracy kierowców, jeszcze nie mógł wyruszyć w dalszą drogę, dlatego postanowił wybrać się na grzyby do pobliskiego lasu. Mężczyzna jeszcze około południa miał kontakt z bliskimi, chwalił się im znalezionymi okazami, potem kontakt z nim się urwał. Okazało się, że podczas spaceru został zaatakowany przez trzy psy w typie owczarka belgijskiego. Resztkami sił zdołał wykręcić numer alarmowy 112 i wezwać pomoc. Znaleźli go policjanci. W krytycznym stanie trafił do Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze. Tam lekarze podjęli dramatyczną walkę o jego życie. Byli w szoku - jeszcze nie trafił do nich pacjent tak poraniony po ataku psów. Pan Marcin miał co najmniej 53 rany szarpane i gryzione. Mimo wysiłków lekarzy mieszkaniec Puław zmarł.
Zwierzęta wydostały się z pobliskiej strzelnicy. Sąd aresztował na trzy miesiące właściciela zwierząt i obiektu. 53-latek usłyszał zarzut spowodowaniu ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu, którego następstwem była śmierć pokrzywdzonego. Nie przyznaje się do zarzutów.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.