Spacer z tragicznym finałem. Marcin jeździ po niebiańskich autostradach
Datę 12 października 20125 roku bliscy i przyjaciele pana Marcina z Puław, zapamiętają do końca życia. To właśnie wtedy z drugiego końca Polski nadeszła druzgocąca wiadomość, że 46-latek walczy o życie w szpitalu w Zielonej Górze po pogryzieniu przez psy.
Wszystko wydarzyło się w pobliżu MOP Racula przy trasie S3. Puławianin, zawodowy kierowca, właśnie tam zrobił sobie wymaganą przepisami pauzę i wybrał się na grzyby do pobliskiego lasu. Nie przewidział, że podczas spaceru, który miał być odskocznią od pracy, zostanie bestialsko zaatakowany.
46-latka zaskoczyły dwa psy w typie owczarka belgijskiego. Pan Marcin ostatkiem sił zdołał wykręcić numer alarmowy 112 i wezwać pomoc. Znaleźli go policjanci. W krytycznym stanie został przewieziony do szpitala w Zielonej Górze. Tamtejsi lekarze byli w szoku - jeszcze nie trafił do nich pacjent tak poraniony po ataku psów. Miał 53 razy gryzione i szarpane. Mimo wysiłków lekarzy zmarł 15 października. Jego pogrzeb odbył się 20 października w rodzinnych Puławach.
Psy uciekły ze strzelnicy, właściciel w areszcie
W toku śledztwa okazało się, że zwierzęta wydostały się z pobliskiej strzelnicy. 53-letni wówczas właściciel obiektu został zatrzymany i doprowadzony do prokuratury dzień po śmierci mieszkańca Puław. Usłyszał zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu, którego następstwem była śmierć pokrzywdzonego. Nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, czyn ten zagrożony jest karą od 5 lat pozbawienia wolności do kary dożywotniego pozbawienia wolności.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.