Wyrok za zbrodnię sprzed dekad. To prawomocna decyzja
Prawomocne rozstrzygnięcie, od którego możliwa jest jedynie kasacja do Sądu Najwyższego, ogłosił w środę, 27 maja, Sąd Apelacyjny w Lublinie.
Wyrok, względem decyzji sądu pierwszej instancji, został znacznie zaostrzony. 63-letni obecnie Bogdan S. został uznany za winnego zabójstwa z zamiarem ewentualnym (przewidywał taką możliwość poprzez swoje działanie i na ten skutek się godził) i skazany za to prawomocnie nie na 15 lat pozbawienia wolności, jak we wrześniu orzekł Sąd Okręgowy w Lublinie, a na 25 lat pozbawienia wolności. Do tego ukarano go 8-letnim pozbawieniem praw publicznych oraz grzywną w wysokości 16 tys. zł. Mężczyzna był sądzony zgodnie z przepisami, które obowiązywały w Polsce w 1995 roku.
To sprawiedliwa kara, adekwatna. Oskarżony zaplanował, przygotował, z premedytacją wykonał swój zamiar obrabowania człowieka. Zakładał dokonanie rozboju przy użyciu niebezpiecznego narzędzia. Sytuacja tak się rozwinęła, że doszło do zabójstwa. To obciąża oskarżonego
- uzasadnił sędzia Leszek Pietraszko, podkreślając, że kara 15 lat pozbawienia wolności, orzeczona wcześniej, była w tym przypadku rażąco łagodna.
Prokurator chciał surowszej kary. Oskarżony: Wiedzę czerpałem z filmów
Apelacje składały obie strony. Prokurator domagał się dla Bogdana S. surowszej kary - 25 lat pozbawienia wolności. Z kolei obrona oskarżonego dowodziła, on sam także, że sprawca nie działał z zamiarem pozbawienia życia pokrzywdzonego, więc powinien odpowiadać wyłącznie za spowodowanie uszkodzenia ciała ofiary oraz rozbój, a więc ponieść też znacznie łagodniejszą karę.
Przed sądem pierwszej instancji Bogdan S. w sali sądowej przepraszał córkę ofiary, okazywał skruchę. Jednocześnie wygłaszał kilka razy obszerne stanowiska, w których m.in. zarzucał niekompetencję prokuratorowi.
Jest mi niewymownie wstyd. Wyrzuty sumienia towarzyszą mi, od kiedy dowiedziałem się o śmierci pokrzywdzonego. Wciąż zastanawiam się, jak 32-letni, zdawałoby się normalny mężczyzna, mógł dopuścić się takiego czynu
- mówił Bogdan S. już w Sądzie Apelacyjnym w Lublinie.
Wiedzę czerpałem z filmów
- bronił się i dowodził, że śmierć pokrzywdzonego to efekt jego infantylnego wyobrażenia o ogłuszeniu ofiary.
Plan zuchwałego rabunku. Doklejone wąsy, fałszywe ogłoszenie, fatalne w skutkach ogłuszenie
Był rok 1995. Bogdan S. wynajął mieszkanie przy ul. Kossaka w dzielnicy Kośminek w Lublinie. Posługiwał się fałszywym dowodem osobistym - w dokumencie umieścił swoje zdjęcie, na którym miał doklejone wąsy. W lubelskich gazetach zamieścił ogłoszenie o organizacji wyjazdów po samochody do Szwajcarii. Wpadł na zuchwały plan: zwabi na miejsce spotkania osobę z dużą ilością gotówki, obezwładni ją, po czym ucieknie z łupem do rodzinnego Białegostoku, a pieniądze wyda na swoje najpilniejsze potrzeby.
32-letni wówczas Bogdan S. trzykrotnie uderzył z zaskoczenia w głowę Wojciecha T., który stracił przytomność, po czym pokrzywdzonego zakneblował i związał. A następnie zostawił w zamkniętym budynku i uciekł taksówką ze zrabowanymi pieniędzmi (wówczas równowartość niespełna 20 tys. zł).
Z budki telefonicznej zadzwonił pod numer 997. Poinformował anonimowo o napadzie przy ul. Kossaka, dodając:
"jedźcie ratować chłopa, może jeszcze żyje".
Policjanci uzyskali jednak niewłaściwy adres, więc służby ratunkowe nie odnalazły pokrzywdzonego.
Policja zgubiła trop Bogdana S. Wpadł dzięki rozwojowi technik kryminalistycznych, namierzono go w Wielkiej Brytanii, a zatrzymano w 2024 roku na lotnisku Okęcie w Warszawie. To efekt pracy policjantów z tzw. Archiwum X.
Od środowego wyroku Sądu Apelacyjnego w Lublinie możliwa jest wyłącznie kasacja do Sądu Najwyższego.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.