W Kazimierzu Dolnym, podobnie jak w wielu regionach kraju, można zaobserwować obecnie zjawisko określane jako „zatrzymywanie Wisły”. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w 2012 roku. Choć na pierwszy rzut oka może wyglądać to na całkowite zamarznięcie rzeki, w rzeczywistości Wisła nadal płynie pod warstwą lodu, tworząc wyjątkowo niebezpieczne warunki na jej powierzchni.
Widoczne na rzece fragmenty śryżu i kry nie świadczą o stabilnej, jednolitej pokrywie lodowej. Tafla jest jedynie pozornie stała – pod nią wciąż znajduje się płynąca woda, która nieustannie osłabia strukturę lodu. Ocenienie jego grubości z brzegu jest niemożliwe, a wchodzenie na taką powierzchnię stanowi ogromne ryzyko.
- Podczas załamania się pokrywy na rzece, ciało poszkodowanego jest natychmiast wyciągane pod taflę. Próba wyjścia z tego typu przerębla jest ekstremalnie trudna, żeby nie powiedzieć niemożliwa, dla przypadkowej osoby - przestrzegają WOPR-owcy z Kazimierza.
Szczególnie niebezpieczne są okolice mostów, pomostów oraz wszelkich budowli hydrotechnicznych. To miejsca, w których prąd wody jest bardziej zróżnicowany, a lód – znacznie cieńszy i słabszy. Dodatkowe zagrożenie stanowią ostre krawędzie fragmentów lodu, które tworzą niejednorodną strukturę oraz zalegający śnieg mogący maskować pęknięcia czy naturalnie powstałe przeręble. Wahania poziomu wody również przyczyniają się do pogarszania stabilności pokrywy lodowej.
- Korzystajmy tylko i wyłącznie ze sztucznych lodowisk - apeluje drużyna nr 2 WOPR w Kazimierzu Dolnym.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.