"Sobolew" - synonim piekła
W podobnym tonie wypowiada się Fundacja "Po ludzku do zwierząt - Przyjazna Łapa"
- Dla osób działających na rzecz zwierząt nazwa "Sobolew" od lat była synonimem piekła. To była wiedza powszechna w środowisku. Mimo że nasza Fundacja działa od ponad 13 lat, przez ten czas robiliśmy wszystko, aby żaden podopieczny, który trafił w nasze ręce, nigdy nie znalazł się w tym miejscu - mówi prezes Fundacji Agnieszka Wójcik.
Co budziło niepokój?
- W zasadzie wszystko. Sobolew to była "czarna dziura". Historie właścicieli, którzy nie mogli odzyskać odłowionych psów, zwierzęta, po których ślad ginął, i co najważniejsze - hermetyczne zamknięcie tego miejsca. Brak wolontariatu, który jest standardem w cywilizowanych schroniskach, był dla nas jasnym sygnałem, że dzieje się tam źle. Internet jest pełen świadectw o tym miejscu, a brak transparentności tylko potwierdzał najgorsze przypuszczenia - tłumaczy.
Agnieszka Wójcik zwraca uwagę, że podobnie, jak inne organizacje, tak i "Przyjazna Łapa" alarmowała samorządy o sytuacji w schronisku w Sobolewie. Ale, jak podkreśla to problem systemowy.
- Samorządy w pobliżu Puław, kierując się jedynie kryterium najniższej ceny, wciąż podpisywały umowy z Sobolewem. Jako Fundacja zawsze negatywnie opiniowaliśmy takie decyzje, ale przez lata brakowało skutecznego sposobu prawnego, by przebić ten mur obojętności urzędniczej, mimo że wiedza o warunkach tam panujących była dostępna - mówi.
Co prawda z uwagi na inne prowadzone akurat działania, wolontariusze Przyjaznej Łapy nie brali bezpośredniego udziału w protestach, ale zjawili się w Sobolewie w Sobotę 24 stycznia podczas ewakuacji zwierząt.
- Zabezpieczyliśmy dwa psy. Jako organizacja nieposiadająca jeszcze własnego azylu, a opierająca się na domach tymczasowych, musimy pomagać odpowiedzialnie - mierzyć siły na zamiary. Obecnie mamy pod opieką 12 psów. Decyzja o zabraniu "tylko" dwóch była trudna, ale podyktowana troską o to, by zapewnić im realną, a nie tylko teoretyczną pomoc. Dzięki mobilizacji wielu organizacji, po tej nocy w Sobolewie nie został już żaden pies - tłumaczy Agnieszka Wójcik.
W jakim stanie są te zwierzęta? - pytamy.
- Fizycznie ich stan nie jest tragiczny, ale psychicznie są to psy złamane - zalęknione, wycofane, smutne. Tak nie zachowuje się zwierzę, które miało dobrą opiekę. Psy, które zastaliśmy na miejscu podczas interwencji, były przerażone. Jeden z nich wykopał sobie w ziemi jamę, w której próbował ukryć się przed wzrokiem człowieka. Przy kojcach znaleźliśmy drewniane pałki - możemy się tylko domyślać, do czego służyły, ale reakcje psów mówią same za siebie. Sama akcja przejęcia była traumatyczna - czekaliśmy od 18:00 do 4:00 rano na dopełnienie formalności. Mieliśmy wrażenie, że urzędnikom zależy głównie na tym, by nie ponosić kosztów leczenia. Kiedy weszliśmy na teren, zgaszono światła - co odebraliśmy jako złośliwość i próbę utrudnienia ratunku - opowiada prezes "Przyjaznej Łapy".
Co stanie się z psami, które trafiły do Puław?
- Na ten moment psy są bezpieczne i przechodzą szczegółowe badania weterynaryjne. W pierwszej kolejności sprawdzamy, czy nie są poszukiwane przez dotychczasowych właścicieli. Jeśli nikt się po nie nie zgłosi, rozpoczniemy proces socjalizacji i szukania nowych, odpowiedzialnych domów - są już pierwsze zgłoszenia. To dopiero początek ich drogi do normalności. Mamy również nadzieję, że pozostałe psiaki, które mamy pod swoją opieką znajdą odpowiedzialne domy - nie trafiły do nas po tak medialnej akcji jak zamknięcie Sobolewa, ale również zasługują na szansę na normalne życie i miłość człowieka - mówi Agnieszka Wójcik.
Psy w "Dobrych Łapkach". Jeden ma w ciele śrut
Trzy psy z Sobolewa ewakuowała także puławska Fundacja "W dobrych łapkach"
- Zachowanie zwierząt z Sobolewa wiele mówi o tym, jak były tam traktowane. Nasza trójka z boksu nr 41 dopiero przekonuje się, że człowiek może nie tylko krzywdzić, ale i być dobry - piszą wolontariusze organizacji na jej oficjalnym profilu na Facebooku.
Psiaki przechodzą teraz szczegółowe badania. U jednego z nich prześwietlenie wykazało śrut w ciele.
- Na ten moment nie wiemy czy to pamiątka z czasów życia w schronisku, czy tego przed nim. Dopiero prześwietlenia kolejnych psiaków dadzą nam większe podstawy do ocenienia czy był to jeden ze sposobów "zajmowania się" zwierzętami w Sobolewie - donosi Fundacja "w dobrych łapkach".
Wszystkie zabezpieczone przez Fundację psy mają zapewnione domy tymczasowe. Na swoim profilu w mediach społecznościowych "W dobrych łapkach" publikuje ich zdjęcia i apeluje do ewentualnych właścicieli o kontakt.
- Jeśli ktoś rozpoznaje w naszych psiakach swojego byłego pupila prosimy o kontakt. Zostaną one jednak zwrócone dopiero po diagnostyce i udowodnieniu właścicielstwa - tłumaczą wolontariusze.
Jeśli nikt się nie zgłosi, będą szukali psiakom nowych domów.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.