reklama

Psy z Sobolewa trafiły do Puław. "Przy kojcach znaleźliśmy drewniane pałki"

Opublikowano:
Autor:

Psy z Sobolewa trafiły do Puław. "Przy kojcach znaleźliśmy drewniane pałki" - Zdjęcie główne
Autor: Stowarzyszenie Ekipa Uszy do góry | Opis: Jedną z organizacji z naszego terenu, która brała czynny udział w ewakuacji schroniska w Sobolewie było Stowarzyszenie "Ekipa Uszy do Góry". Przedstawiciele organizacji brali udział także we wcześniejszych protestach

reklama
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Informacje puławskieMiejscowe organizacje prozwierzęce brały udział w ewakuacji schroniska, o którym mówi cała Polska. - Kiedy weszliśmy na teren, zgaszono światła - opowiada Agnieszka Wójcik, prezes Fundacji "Po ludzku do zwierząt - Przyjazna Łapa"
reklama

Już od kilku dni opinia publiczna żyje informacją o możliwych zaniedbaniach w schronisku dla zwierząt w Sobolewie koło Garwolina na Mazowszu. Sprawa zyskała szeroki rozgłos po interwencji znanej piosenkarki Doroty Rabczewskiej. Podczas spotkania z wójtem gminy, Maciejem Błachnio, Doda zaprezentowała mediom zdjęcia zwierząt ukazujące ich stan przed przyjęciem do schroniska oraz po kilku tygodniach pobytu w placówce.
W odpowiedzi na to miłośnicy zwierząt i organizacje prozwierzęce zjawiły się w Sobolewie, by zaprotestować przeciwko praktykom realizowanym w "Happy dog". Manifestacja zakończyła się decyzją o zamknięciu schroniska, którą  wydał Powiatowy Lekarz Weterynarii w Garwolinie.
Jak donosi Onet.pl placówka miała zostać zamknięta z powodu niewłaściwej opieki nad zwierzętami i ich złym stanem, ale z powodu braku wykazu zwierząt przebywających w placówce. 
 
"Braliśmy psy, których nie chciały inne organizacje" 
O schronisku w Sobolewie dobrego zdania nie mają także organizacje prozwierzęce, działające na terenie powiatu puławskiego i ryckiego. 
-  Nasi przedstawiciele jako jedyni weszli na teren schroniska już w 2024 r. i odkryli dramat psów, w tym m. in maszynkę do mielenia mięsa z zabijanych tam psów. Podczas rozmowy z właścicielem odkryliśmy, że człowiek ten nie jest w stanie przedstawić jakiejkolwiek dokumentacji dotyczącej rzekomych adopcji psów z terenu Dęblina. Już rok wcześniej przyjmowaliśmy psy i koty z Dęblina, żeby tylko tam nie trafiały. Było to na tamten moment ok. 20 zwierząt. Napisałam publiczną petycje do ówczesnej burmistrz Dęblina Beaty Siedleckiej. To był początek walki, która po inspekcji zakończyła się zakończeniem współpracy Dęblina z Drewnikiem. To samo zrobiła za chwilę gmina Stężyca - opowiada Anna Filipowska ze Stowarzyszenia "Ekipa Uszy do Góry". 

reklama

Organizacja tłumaczy, że przystąpiła do grupy na Facebooku "Psy z biletem do Sobolewa", przyjmując pod swoje skrzydła 12 psów. 

- W tym olbrzyma Barona, dla którego specjalnie kupiliśmy samochód, żeby wozić go do weterynarza oraz ogromną budę z kojcem - dodaje Anna Filipowska. 

- Braliśmy psy, których nie chciały żadne organizacje w Polsce - lękliwe, agresywne. Spidi, Baron, Lolek, Spytko to uratowane ostatnio. Wiele razy dosłownie ścigaliśmy się z hyclem, żeby na miejscu być przed nim. Zawsze byliśmy szybsi. Jeszcze w tym momencie mam w domu pieska Spytko uratowanego z tej grypy właśnie. Nawet o 1 w nocy przyjeżdżały psy, żeby rano już Marian D. nie miał czego zabierać z gminnych kojców - opowiada miłośniczka zwierząt. 

Przedstawiciele Stowarzyszenia byli obecni na obu protestach w Sobolewie. 

reklama

- Podczas ostatniego protestu nasze trzy dziewczyny dostały się na teren schroniska i wyciągnęły z bud na prośbę OTOZ Animals z Warszawy najbardziej lękliwe psy, które nie wychodziły do ludzi i reagowały agresją. Jeden ugryzł mnie w twarz, ale co tam

przekonałam go ostatecznie. Wszystkie przekazaliśmy OTOZ. My wróciliśmy tylko z 4 szczeniakami z szosy. Byłam osobiście u D. podczas protestu. Chcieliśmy zabrać wszystkie koty. Ale nie pozwolił - relacjonuje Anna Filipowska. 

 
"Sobolew" - synonim piekła
W podobnym tonie wypowiada się Fundacja "Po ludzku do zwierząt - Przyjazna Łapa"
- Dla osób działających na rzecz zwierząt nazwa "Sobolew" od lat była synonimem piekła. To była wiedza powszechna w środowisku. Mimo że nasza Fundacja działa od ponad 13 lat, przez ten czas robiliśmy wszystko, aby żaden podopieczny, który trafił w nasze ręce, nigdy nie znalazł się w tym miejscu - mówi prezes Fundacji Agnieszka Wójcik.
Co budziło niepokój?
- W zasadzie wszystko. Sobolew to była "czarna dziura". Historie właścicieli, którzy nie mogli odzyskać odłowionych psów, zwierzęta, po których ślad ginął, i co najważniejsze - hermetyczne zamknięcie tego miejsca. Brak wolontariatu, który jest standardem w cywilizowanych schroniskach, był dla nas jasnym sygnałem, że dzieje się tam źle. Internet jest pełen świadectw o tym miejscu, a brak transparentności tylko potwierdzał najgorsze przypuszczenia - tłumaczy. 
 
Agnieszka Wójcik zwraca uwagę, że podobnie, jak inne organizacje, tak i "Przyjazna Łapa" alarmowała samorządy o sytuacji w schronisku w Sobolewie. Ale, jak podkreśla to problem systemowy. 
- Samorządy w pobliżu Puław, kierując się jedynie kryterium najniższej ceny, wciąż podpisywały umowy z Sobolewem. Jako Fundacja zawsze negatywnie opiniowaliśmy takie decyzje, ale przez lata brakowało skutecznego sposobu prawnego, by przebić ten mur obojętności urzędniczej, mimo że wiedza o warunkach tam panujących była dostępna - mówi. 
 
Co prawda z uwagi na inne prowadzone akurat działania, wolontariusze Przyjaznej Łapy nie brali bezpośredniego udziału w protestach, ale zjawili się w Sobolewie w Sobotę 24 stycznia podczas ewakuacji zwierząt. 
- Zabezpieczyliśmy dwa psy. Jako organizacja nieposiadająca jeszcze własnego azylu, a opierająca się na domach tymczasowych, musimy pomagać odpowiedzialnie - mierzyć siły na zamiary. Obecnie mamy pod opieką 12 psów. Decyzja o zabraniu "tylko" dwóch była trudna, ale podyktowana troską o to, by zapewnić im realną, a nie tylko teoretyczną pomoc. Dzięki mobilizacji wielu organizacji, po tej nocy w Sobolewie nie został już żaden pies - tłumaczy Agnieszka Wójcik.  
W jakim stanie są te zwierzęta? - pytamy. 
- Fizycznie ich stan nie jest tragiczny, ale psychicznie są to psy złamane - zalęknione, wycofane, smutne. Tak nie zachowuje się zwierzę, które miało dobrą opiekę. Psy, które zastaliśmy na miejscu podczas interwencji, były przerażone. Jeden z nich wykopał sobie w ziemi jamę, w której próbował ukryć się przed wzrokiem człowieka. Przy kojcach znaleźliśmy drewniane pałki - możemy się tylko domyślać, do czego służyły, ale reakcje psów mówią same za siebie. Sama akcja przejęcia była traumatyczna - czekaliśmy od 18:00 do 4:00 rano na dopełnienie formalności. Mieliśmy wrażenie, że urzędnikom zależy głównie na tym, by nie ponosić kosztów leczenia. Kiedy weszliśmy na teren, zgaszono światła - co odebraliśmy jako złośliwość i próbę utrudnienia ratunku - opowiada prezes "Przyjaznej Łapy". 
 
Co stanie się z psami, które trafiły do Puław?
- Na ten moment psy są bezpieczne i przechodzą szczegółowe badania weterynaryjne. W pierwszej kolejności sprawdzamy, czy nie są poszukiwane przez dotychczasowych właścicieli. Jeśli nikt się po nie nie zgłosi, rozpoczniemy proces socjalizacji i szukania nowych, odpowiedzialnych domów - są już pierwsze zgłoszenia. To dopiero początek ich drogi do normalności. Mamy również nadzieję, że pozostałe psiaki, które mamy pod swoją opieką znajdą odpowiedzialne domy - nie trafiły do nas po tak medialnej akcji jak zamknięcie Sobolewa, ale również zasługują na szansę na normalne życie i miłość człowieka - mówi Agnieszka Wójcik. 
 
Psy w "Dobrych Łapkach". Jeden ma w ciele śrut
Trzy psy z Sobolewa ewakuowała także puławska Fundacja "W dobrych łapkach" 
- Zachowanie zwierząt z Sobolewa wiele mówi o tym, jak były tam traktowane. Nasza trójka z boksu nr 41 dopiero przekonuje się, że człowiek może nie tylko krzywdzić, ale i być dobry - piszą wolontariusze organizacji na jej oficjalnym profilu na Facebooku. 
Psiaki przechodzą teraz szczegółowe badania. U jednego z nich prześwietlenie wykazało śrut w ciele. 
-  Na ten moment nie wiemy czy to pamiątka z czasów życia w schronisku, czy tego przed nim. Dopiero prześwietlenia kolejnych psiaków dadzą nam większe podstawy do ocenienia czy był to jeden ze sposobów "zajmowania się" zwierzętami w Sobolewie - donosi Fundacja "w dobrych łapkach". 
Wszystkie zabezpieczone przez Fundację psy mają zapewnione domy tymczasowe. Na swoim profilu w mediach społecznościowych "W dobrych łapkach" publikuje ich zdjęcia i apeluje do ewentualnych właścicieli o kontakt. 
- Jeśli ktoś rozpoznaje w naszych psiakach swojego byłego pupila prosimy o kontakt. Zostaną one jednak zwrócone dopiero po diagnostyce i udowodnieniu właścicielstwa - tłumaczą wolontariusze. 
Jeśli nikt się nie zgłosi, będą szukali psiakom nowych domów. 
 

reklama

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo